Sztuka konwersacji
Wpisany przez Stanisław Krajski   
poniedziałek, 16 listopada 2009 11:00

Kultura to coś, co obejmuje całe życie człowieka, co przenika, a przynajmniej może przenikać wszystkie sfery codzienności czyniąc ją mniej codzienną i prozaiczną. Kultura ma swoje kanony, które można i warto zastosować. Te kanony to formy, w które można ująć różne życiowe sprawy, ale to również treści, którymi można nasycić różne życiowe chwile. Niech przykładem będzie tu rozmowa, tego typu rozmowa, którą nazywamy towarzyską. O czym dziś Polacy rozmawiają? O pogodzie, trudnych warunkach życia, polityce? Najczęściej, chyba, opowiadają sobie, co stało się w pracy, w szkole, kogo spotkali, o czym przeczytali w gazecie lub usłyszeli w wiadomościach itd. Gdy w telewizji królował „Big Brother” rozmawiano też o „wydarzeniach”, które miały miejsce w jego ramach. Ktoś opowiadał mi, że nauczycielka ( i to polskiego) jego dziecka zaczynała wtedy każdą lekcję od pogawędki na temat tego, pożal się Boże, „programu”.

Mój świętej pamięci wuj, znany warszawski adwokat, gdy wychodził na miasto zabierał mnie niekiedy, gdy byłem nastolatkiem, ze sobą. Czasami odwiedzaliśmy, w jakichś sprawach służbowych, innych adwokatów „starej daty”. Nim panowie przeszli „do sprawy” obowiązkowo, zawsze, kilka minut prowadzili „światową” konwersację. Czego tam nie było. I historia sztuki, i literatura piękna, i dzieje Polski, i coś o teatrze i muzyce, i jakieś wspomnienia czegoś szczególnie pięknego, wzruszającego itp. Kiedyś, całe lata temu, miałem okazję rozmawiać dosłownie chwilę z jednym z przedwojennych jeszcze polskich arystokratów. Podczas tej rozmowy opowiedział on mi następującą historyjkę. Leciał samolotem do Polski. Samolot z powodu złej pogody wylądował na jakimś lotnisku po drodze i kilka godzin wszyscy czekali na poprawę aury. Nasz arystokrata zwrócił w pewnym momencie uwagę na stary, piękny fortepian stojący pośrodku poczekalni. Podszedł do niego i zaczął grać Chopina. Gdy wstał i umilkły oklaski fortepian zaczął grać sam. Powtórzył dokładnie cały zagrany przed chwilą utwór. „Wyobraża pan sobie – powiedział arystokrata – był sprzężony z komputerem. Myślałem, że artystów nic nie zastąpi. A tu komputer. Jak tak dalej pójdzie wszyscy będą słuchać wielkich nieżyjących pianistów odtwarzanych przez komputery, a żywej kultury już nie będzie.” Ta historyjka zapadła mi w głowę. Dziś uświadamiam sobie, że także dlatego, że była odpowiednio skomponowana i wkomponowana w rozmowę. Miałem wtedy do czynienia ze sztuka konwersacji w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Nie mamy czasu. Jesteśmy zabiegani. Rozmawiamy w przelocie i o niczym. Czyż nie warto powrócić do sztuki konwersacji. Wymaga ona ćwiczenia, praktyki, ale i przygotowania merytorycznego, jakiś małych studiów, przemyślenia czegoś, przygotowania. Każdy z nas opracowuje raz na jakiś czas coś wartościowego: informacje, rozumienie, uwagę, przemyślenie. Potem dzielimy się i ubogacamy. Taki mały, żywy uniwersytet trwający nieustannie, wpleciony w nasze życie w sposób naturalny jako element życia towarzyskiego.

Stanisław Krajski

 

Copyright © 2009-2016 meskimbyc.pl Wszelkie prawa zastrzeżone | mapa strony