Siecioholizm jest niemęski

Stereotypowy model siecioholika to maniak gier komputerowych, tkwiący po 14 godzin na dobę przed ekranem monitora w przepoconej koszulce, z paczką chipsów, niedojedzoną pizzą, czteropakiem najtańszego piwa pod ręką i kumplami grającymi w tej samej drużynie. Takie oblicze siecioholizmu bardzo łatwo zignorować, skomentować wzruszeniem ramion – jestem poważnym, dojrzałym człowiekiem, takie zabawy już dawno mam za sobą, więc siecioholizm mi nie grozi. Nic bardziej błędnego. Uzależnienie od Internetu może przybierać różne oblicza, a także występuje w parze z innymi problemami – pracoholizmem, zaburzeniem poczucia wartości, erotomanią, a nawet symptomami depresji. I niestety, coraz częściej takie połączenia zaburzeń dotykają dorosłych mężczyzn. Nawet takich, którzy od gier sieciowych trzymają się z daleka.

klawiaturaCo to jest siecioholizm?

Nałogowe korzystanie z komputera i kompulsywne sprawdzanie kont internetowych to najbardziej uogólnione określenie siecioholizmu. Bo tak naprawdę nałóg ten przybiera najróżniejsze oblicza. Kilka klasycznych definicji zespołu uzależnienia od Internetu wymienia m.in. takie postaci nałogu, jak socjomania internetowa (uzależnienie od wirtualnych znajomych), erotomania internetowa (nie tylko oglądanie stron pornograficznych, ale też uzależnienie od cyberseksu i portali randkowych), uzależnienie od hazardu sieciowego, nałogowe korzystanie z komputera jako medium (nawet odłączonego od sieci), przeciążenie informacyjne (np. sprawdzanie poczty, wiadomości, wyników na giełdzie i kont społecznościowych w tym samym czasie), a nawet uzależnienie od samego faktu bycia online, bez względu na to, po co się w świat wirtualny wybieramy.

Nie da się ukryć, że różnorodność odmian uzależnienia od Internetu wynika przede wszystkim stąd, że różni ludzie wykorzystują sieć w niezdrowy sposób do rozmaitych, często diametralnie od siebie różnych celów. Dla niektórych przymus bycia online jest wynikiem pracoholizmu. Bardzo łatwo wtedy o złudzenie, że bycie offline jest przejawem niekompetencji i braku dyspozycyjności – swoją drogą, najzupełniej niesłuszne. Inni znowu wykorzystują sieć do ucieczki od problemów dnia codziennego. Jeszcze inni stosują Internet jak alkohol lub narkotyki – upajają się możliwościami, jaki on daje, np. anonimowością, możliwością zdobycia wszelkich, niedostępnych wcześniej informacji, łatwością w manipulowaniu innymi ludźmi. To nie żart, jedną  z odmian współczesnego siecioholizmu jest uzależnienie od gromadzenia baz danych. Dla jednych będą to pirackie gry, dla innych filmy porno z lat 80., a dla jeszcze innych – adresy mailowe i numery telefonów. Brzmi trochę groźnie, prawda?

Kiedy objawy stają się niepokojące?

Różne szkoły psychologiczne podają rozmaite definicje siecioholizmu. Można wśród nich wyróżnić jednak kilka podstawowych symptomów uzależnienia. Jednym z nich jest niemożność powstrzymania się od bycia online, nawet wtedy, gdy dzieje się to kosztem czasu poświęcanego rodzinie, prawdziwym znajomym z realnego świata lub własnemu rozwojowi zawodowemu. Niepokojącym objawem jest również sukcesywne wydłużanie czasu spędzanego przed ekranem ponad zakładany na początku limit. Bez wątpienia powinien pomyśleć o terapii każdy, kto traktuje Internet jako ucieczkę od problemów codziennych i odtrutkę na rzeczywistość. I wcale nie musi to od razu oznaczać zdradzania żony przez Skype'a – niepokojące jest już samo tworzenie sobie sztucznych osobowości na portalach społecznościowych tylko po to, by odpocząć od siebie samego i problemów rodzinnych. W takich przypadkach psychologowie wyraźnie ostrzegają, że Internet może działać podobnie, jak alkohol i narkotyki. A statystyki pokazują, że tego typu uzależnienia zdarzają się nawet częściej, niż klasyczny alkoholizm czy narkomania.

Wystarczy zrobić sobie mały test – odłączyć na kilka godzin Internet albo zostawić celowo w domu telefon. Czy będziemy czuli się w związku z tym zirytowani, zestresowani, rozdrażnieni? A może czujemy, że coś nam umyka, że nad czymś tracimy kontrolę? A może po prostu czujemy się szczęśliwi, że przeklęta smycz została na chwilę zdjęta? W każdym z tych przypadków warto pomyśleć o terapii. Można zacząć samemu, przy pomocy małych kroczków ograniczając zbędne kontakty na portalach społecznościowych, skracając czas przebywania w Internecie lub rezygnując z niektórych gier sieciowych. Ale jeżeli okaże się, że jesteśmy na to za słabi, warto skierować się do specjalisty. Terapie dla siecioholików prowadzone są w każdym ośrodku zajmującym się leczeniem uzależnień.

Ale co jest niemęskiego w siedzeniu przed komputerem?

Teoretycznie nic. Surfowanie po sieci nie jest ani dobre, ani złe, podobnie jak korzystanie z Internetu przy pomocy telefonu lub tabletu. Problem polega na tym, że coraz więcej współczesnych mężczyzn ucieka w świat wirtualny przed autentycznymi problemami i wyzwaniami dnia codziennego. Niektórzy stosują do tego gry, inni profile na portalach społecznościowych. Oczywiście, kobiety również nie są od tego problemu wolne. Jednak ostatnio specjaliści donoszą, że mężczyźni uzależniają się łatwiej i znacznie częściej traktują świat wirtualny jako sposób na ucieczkę od prawdziwego życia. A trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i umieć powiedzieć sobie wyraźnie – nie warto.

 

Autor: http://www.profesjonalne-pozycjonowanie.pl/

 

Copyright © 2009-2016 meskimbyc.pl Wszelkie prawa zastrzeżone | mapa strony