Prezes Wiesław Wojas o korzeniach, krzokach i planach
Wpisany przez Mirosław Wis   

Na początku chciałbym podziękować, że znalazł Pan chwilę czasu dla naszego portalu, aby odpowiedzieć na kilka pytań.


Dlaczego zdecydował się Pan na promowanie polskiej marki opartej na nazwisku a nie włosko czy angielsko brzmiącej? Czy to regionalny branżowy zwyczaj mam na myśli firmy Badura i Ryłko czy raczej jak śpiewał Jacek Kaczmarski „…Noś wysoko głowę, swego Ci nie wstyd…” próba udowodnienie, że polskie nie znaczy gorsze?

Moja rodzina szyła buty od wielu pokoleń, dlatego decyzja o podjęciu produkcji pod własnym nazwiskiem wydawała mi się bardzo naturalną. To był 1990 rok, Polacy zachłysnęli się wszystkim co pochodziło lub udawało, że pochodzi z zagranicy. A ja nie widziałem żadnego powodu, aby wstydzić się, że szyjemy świetnie buty tu - pod Tatrami. Poza tym ręcząc własnym nazwiskiem za jakość swoich butów byłem i jestem wiarygodny dla klienta.

Nawiasem mówiąc przestrzegałbym przed wrzucaniem Nowego Targu (Wojas) i okolic Kalwarii Zebrzydowskiej (Ryłko, Badura) do jednego regionalnego worka – sam pochodzę z Kalwarii, na Podhalu mieszkam od 30 lat, świetnie mówię po góralsku, a i tak zostanę do końca życia krzokiem – kimś kto do Nowego Targu tylko przyjechał (śmiech).

Rozmawiałem niedawno z Prezesem pewnej Polskiej firm odzieżowych, który stwierdził, że największą wadą wyrobów jego firmy jest ich trwałość. Jak pogodzić trwałość z walką o klienta? Czy opłaca się produkować buty na lata?

Zakładam, że to humorystyczna wypowiedź, chociaż widać niestety pokusę takiego myślenia np. u producentów samochodów, którzy w ten osobliwy sposób chcą nas „zachęcić” do częstszej ich wymiany. Z badań rynkowych wynika, że trwałość to pierwsze skojarzenie z naszymi butami, mamy bardzo wiernych klientów i minimalną ilość reklamacji. Na taką reputację pracowaliśmy latami. Założenie, że klient kupi buty obliczone na jeden sezon, po czym wróci do salonu i zadowolony kupi kolejną parę jest błędne. Oczywiście, że opłaca się produkować buty na lata – najlepiej świadczy o tym historia naszej spółki.

Mówi się, że Polacy w kwestii mody są konserwatywni. Wielu właścicieli firm odzieżowych, z którymi rozmawiałem twierdziło, że największą ich pomyłką było wypuszczenie kolekcji zgodnej z najnowszymi trendami. Czy Pan zdaniem brak nam odwagi? Musimy najpierw zobaczyć u innych i dopiero kupujemy w następnym sezonie a może chodzi o ograniczenia finansowe?

Nasi projektanci przywożą pomysły z całego świata. To co podoba się miłośnikom mody w Paryżu czy Mediolanie, niekoniecznie musi jednak trafić do przekonania polskim klientom. Linię Formal, zwłaszcza męską, projektujemy zawsze z wielkim wyczuciem – tu niezmiennie liczy się elegancja w klasycznym wydaniu. W przypadku butów miejskich czy casual'owych można, a wręcz trzeba zaryzykować i pozwolić sobie na więcej.

Jesteśmy dość konserwatywnym społeczeństwem jeżeli chodzi o modę, nie łączyłbym tego jednak z odwagą czy jej brakiem. Dużą rolę wciąż pełnią ograniczenia finansowe – Polacy kupują średnio 2-3 pary obuwia rocznie, mieszkańcy krajów Europy Zachodniej nawet dwa razy więcej. Świadomość jak ważny jest własny wizerunek, to co noszę, dodatki jakie wybieram, szybko jednak rośnie – Polacy będą ubrani coraz lepiej, to kwestia czasu

Co bardziej Pana stresuje prognozy pogody czy wiadomości ekonomiczne? Zeszły rok należał chyba do gumiaków.

Jeżeli chodzi o pogodę to są oczywiście gorsze i lepsze miesiące, ale nie ma to aż tak dużego znaczenia dla naszych wyników – w zeszłym roku mieliśmy o kilkadziesiąt procent wyższe obroty niż rok wcześniej. Natomiast otoczenie makroekonomiczne martwi mnie jak każdego przedsiębiorcę - swego czasu mieliśmy problemy po bankructwie jednego z głównych odbiorców – ponad miliona złotych należności nigdy nie udało nam się odzyskać – to po tym doświadczeniu zdecydowałem się na rozwój własnej sieci sprzedaży. Potem w wyniku kryzysu w Rosji praktycznie upadł nasz eksport do tego kraju, a Polskę zalała fala tandetnego obuwia z Chin. W życiu każdej spółki są takie momenty. Ważne, żeby z każdego kryzysu wychodzić silniejszym.

Obserwując mężczyzn w różnych sytuacjach zauważyłem, że im bardziej formalne buty tym rzadszy uśmiech może wyjątkiem pan Krzysztofa Hołowczyca. A co Pan widzi patrząc na ludzi w Pana butach?

Przede wszystkim widzę w naszych butach bardzo różnych ludzi – starszych i młodych, kadrę zarządzającą i studentów, mieszkańców wielkich metropolii i moich pracowników z Nowego Targu. Umiejętność dobrania odpowiednich butów, ich krój i kształt, to czy są zadbane – mówi o człowieku o wiele więcej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Poznając nową osobę zawsze zwracam uwagę na jej obuwie.

Szewc bez butów chodzi a w jakich butach chodzi Prezes Wojas? Pytam nie bez powodu - znany jest przypadek generalnego importera samochodów marki Ford, który jeździł mercedesem z napisem "Tylko Ford".

To wykluczone w moim przypadku. Mam ten rzadki przywilej, że mogę chodzić w butach, które sam projektuję. Moim najnowszym pomysłem, który Państwu zdradzę, jest zupełnie nowa linia Wojas Red, przygotowana specjalnie dla zdecydowanych, energicznych mężczyzn, prowadzących spontaniczny, aktywny tryb życia – już niedługo będą dostępne w naszych punktach sprzedaży.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów!

 

Copyright © 2009-2016 meskimbyc.pl Wszelkie prawa zastrzeżone | mapa strony